Umowy to jedna z moich specjalizacji. Tworzenie nowej umowy lub aneksu, uwzględniającego interes klienta i realia jego biznesu, to jedne z podstawowych czynności, składających się na zgromadzone doświadczenie zawodowe. Zdarza się też, że mikroprzedsiębiorca lub konsument zgłasza się do mnie z konkretnym problemem, już po zawarciu umowy.
Źródłem tego problemu jest często konkretne postanowienie umowne, którego klient wcześniej nie zauważył, albo które uznał za „standardowe” lub „nieszkodliwe”. Tak już bywa, kiedy umowa jest zawierana bez weryfikacji formalno-prawnej, wykonanej przez prawnika oraz pod presją czasu i kontrahenta. Nie każdy mikroprzedsiębiorca i konsument przekazuje umowę radcy prawnemu do sprawdzenia, przed jej podpisaniem. Dlatego jako prawnik od umów w tym artykule omówię pokrótce klauzule umowne, które według mnie są najbardziej szkodliwe, kiedy coś pójdzie nie tak.
Wyłączenie odpowiedzialności za utracone korzyści
Szkoda w polskim prawie cywilnym może mieć jedną z dwóch postaci. Pierwsza to szkoda rzeczywista, czyli konkretny uszczerbek w majątku kontrahenta, który powstał jako skutek niewykonania umowy, albo wykonania jej w nieprawidłowy sposób (np. Usługa montażu szafek została wykonana nieprawidłowo, co spowodowało uszkodzenie mebli i konieczność ich naprawy. Koszt naprawy będzie szkodą rzeczywistą).
Druga postać szkody to utracone korzyści, które są często mylone ze szkodą hipotetyczną. Szkoda hipotetyczna w ogóle w polskim prawie nie istnieje. Utraconą korzyścią nie będzie jakikolwiek zysk, możliwy do uzyskania (to jest właśnie szkoda hipotetyczna), ale taki zysk, który z wysokim stopniem prawdopodobieństwa mógłby zostać osiągnięty. Na przykład, informatyk zamówił sprzęt potrzebny do wykonania usługi informatycznej dla jednego ze swoich klientów. Sprzęt nie dotarł na czas, a klient zrezygnował z usługi. Zysk, który informatyk otrzymałby z tytułu świadczenia usługi informatycznej, jest utraconą korzyścią.
Klauzula umowna, która wyłącza odpowiedzialność kontrahenta wobec mnie, za utracone korzyści, jest dla mnie nieakceptowalna. Nigdy nie zawarłabym takiej umowy, ponieważ to poniżej moich standardów. Kontrahent mógłby czuć się bezkarnie wiedząc, że odpowiada wobec mnie tylko w zakresie szkody rzeczywistej. Przy niektórych umowach ryzyko utraconych korzyści jest nawet wyższe niż ryzyko szkody rzeczywistej. Moim zdaniem nie warto godzić się na takie ograniczenie.
Ograniczenie kwotowe lub rodzajowe
Drugim przypadkiem klauzuli umownej, na którą nie wyraziłabym zgody zarówno jako mikroprzedsiębiorca, jak i konsumentka, jest ograniczenie kwotowe lub rodzajowe szkody w jakiejkolwiek postaci (czy to szkody rzeczywistej, czy też utraconych korzyści). Model odpowiedzialności kontraktowej przewidziany w kodeksie cywilnym jest neutralny i zapewnia równowagę kontraktową stron. Przypadki ograniczenia odpowiedzialności kontraktowej powinny być stosowane w wyjątkowych sytuacjach, gdy np. ryzyko powstania szkody uległo zwiększeniu na skutek działań lub zaniechań strony, która miałaby się na takie ograniczenie zgodzić.
Ograniczenie kwotowe to wprowadzenie limitu kwotowego, np. 10 000 złotych. Jeżeli szkoda poniesiona przez kontrahenta wynosi 100 000 złotych, to na skutek takiego ograniczenia kwotowego w umowie, wykonawca odpowiedzialny za szkodę poniesie tę odpowiedzialność tylko do kwoty 10 000 złotych. Ograniczenie rodzajowe to np. wyszczególnienie przypadków, w których wykonawca odpowiada za szkodę, albo w których nie ponosi tej odpowiedzialności.
Automatyczne przedłużenie umowy
W przypadku usług świadczonych w sposób ciągły (np. usługi księgowe), stronom może zależeć na tym, aby umowa była zawarta na czas nieokreślony. Czasami jednak interesy są różne – wykonawcy zależy na tym, aby jak najdłużej świadczyć usługę, wystawiać fakturę VAT i zarabiać, a zamawiającemu zależy na korzystaniu z danej usługi przez określony czas – np. przez miesiąc, albo trzy miesiące, nie dłużej.
Zawierając umowę na czas określony, zamawiający powinien mieć pewność, że po upływie tego czasu umowa wygaśnie. Tak powinno być w modelowej umowie, opracowanej zgodnie ze standardami i zasadami uczciwości gospodarczej. Natomiast spotkałam się w umowach z takimi postanowieniami, które zakładały, że umowa automatycznie się przedłuży na dalszy okres (np. rok, dwa lata), albo przekształci się w umowę na czas nieokreślony, jeżeli zamawiający nie złoży oświadczenia o rozwiązaniu umowy.
Na pierwszej stronie umowy może być wpisany okres obowiązywania umowy, a w załączniku do umowy, którego większość osób nie czyta (tzw. ogólne warunki wykonywania umów albo podobne), może znaleźć się postanowienie automatycznie przedłużające umowę o dalszy okres. Uważam, że takie postępowanie jest nieuczciwe. Nie taki jest sens umowy zawieranej na czas określony.
Możliwość jednostronnej zmiany wysokości wynagrodzenia
W przypadku umów dzierżaw i umów najmu standardem jest wprowadzanie klauzuli waloryzacyjnej. Doświadczenia ostatnich lat nauczyły przedsiębiorców, że w przypadku umów zawieranych nawet na kilka lat, lepiej wprowadzić mechanizm waloryzacji, oparty na średniorocznym wskaźniku cen towarów i usług konsumpcyjnych. Nie sposób przewidzieć spadku siły nabywczej pieniądza. Waloryzacja wynagrodzenia przed tym chroni.
Natomiast jednostronna zmiana wysokości wynagrodzenia bez aneksu do umowy (czyli bez zgody drugiej strony), jest nieakceptowalna. Wyjątkiem na tym tle mogą być szczególne usługi, które są świadczone na podstawie taryf, zatwierdzanych przez organy administracji publicznej (np. przez URE lub UKE).
Arbitraż w Paryżu, prawo niemieckie, język angielski… lub podobne
Arbitraż jest alternatywą dla sądu powszechnego, jednakże rządzi się zupełnie innymi zasadami. Warto go wybrać tylko wtedy, gdy znamy regulamin sądu arbitrażowego, a postępowanie nie przysporzy zbędnych kosztów. W przykładzie podanym w podtytule arbitraż w Paryżu to ogromne koszty dla przedsiębiorcy w razie sporu. Umowy zawierane przez polskiego przedsiębiorcę powinny być wykonywane zgodnie z prawem polskim. Zastrzeżenie w umowie, że do umowy stosuje się inne prawo to również ogromny koszt – konieczność szukania prawnika, który się takim prawem zajmuje. Język umowy też ma znaczenie. Wiele umów, których stroną są polscy przedsiębiorcy, jest zawieranych w wersji dwujęzycznej (polsko-angielskiej), przy czym prymat przyznaje się wersji angielskiej.
Proszę sobie teraz wyobrazić, jak wyglądałby spór z kontrahentem w przypadku, gdy należy ten spór przeprowadzić przed sądem arbitrażowym w Paryżu, zatrudnić prawnika, który zna prawo niemieckie oraz język angielski w stopniu umożliwiającym przekonanie francuskich arbitrów, że poszkodowany przedsiębiorca ma rację. Taki sposób skonstruowania klauzul końcowych (klauzula arbitrażu, klauzula właściwego prawa, klauzula języka umowy) to prosta metoda na zamknięcie przedsiębiorcy drogi do egzekwowania roszczeń. Jeszcze jedna popularna klauzula to wyłączenie jurysdykcji krajowej na rzecz jurysdykcji sądów państwa obcego. Klauzul końcowych nikt nie czyta – oprócz prawników.
Jeżeli masz problem prawny lub wątpliwości odnośnie do tego, czy umowa, którą chcesz zawrzeć, zabezpiecza Twój interes, zapytaj się siebie, czy stać Cię na działanie po omacku i w pod hasłem „Jakoś to będzie”. Cennik usług prawnych znajduje się na stronie głównej, w zakładce „Zakres usług”.
Materiał stanowi informację o wykonywaniu zawodu w rozumieniu art. 31 ust. 2 Kodeksu Etyki Radcy Prawnego. Informacje przedstawione w artykule służą wyłącznie celom informacyjnym. Nie stanowią one opinii prawnej, ani porady prawnej. W przypadku potrzeby uzyskania wiążącej interpretacji lub indywidualnego wsparcia prawnego niezbędne jest przeanalizowanie przez osobę świadczącą usługi prawne stanu faktycznego danej sprawy.



